Wywiad z Ruth C. Clark

Rozmowa o metodach szkoleniowych opartych na dowodach pomiędzy autorką książki „Szkolenia oparte na dowodach” i jej polskim wydawcą.

Biblioteka Moderatora: W Polsce, trenerzy prowadzący szkolenia dość często korzystają z niesprawdzonej wiedzy, powielają potoczne przekonania obecne w pop-psychologii, korzystają z pseudonauki. Czy podobnie jest w Stanach Zjednoczonych?

Ruth Colvin Clark: Tak, podobna sytuacja ma miejsce i u nas … Niektóre pomysły, jak na przykład ten dotyczący stylów uczenia się (np. wzrokowy, słuchowy), mają bardzo dużą siłę oddziaływania z jednej strony, a z drugiej są tak intuicyjne, że dla osób prowadzących szkolenia ich istnienie jest oczywiste. Tego typu koncepcje wykorzystuje się w działalności biznesowej, przygotowując na ich podstawie materiały szkoleniowe, ale także wydając różnego typu publikacje czy książki. Ponadto wiele spośród osób, którym zdarza się poprowadzić szkolenie, to prawdziwi eksperci w dziedzinie, którą się zajmują na co dzień, niestety w obszarze szkoleniowym nie posiadają żadnego doświadczenia lub zaledwie niewielkie. Założenie często jest takie, że jeśli na czymś się znasz, to równie dobrze możesz tego uczyć. Na szczęście, istnieje też duża grupa prawdziwych profesjonalistów, którzy, dzięki wykształceniu pedagogicznemu, dobrze poznali psychologiczne mechanizmy uczenia się i przekonali się o wartości praktyki opartej na dowodach.

BM: Twoja książka podważa sensowność działań wielu trenerów. Jak oni odebrali „Evidence based training” (wydanie polskie: „Szkolenia oparte na dowodach. Poradnik dla trenerów”)? Czy książka jest w US popularna wśród trenerów, czy czytają ją raczej ci, którym zależy na rzetelności? A może ci, których praktyki podważa, po prostu ją ignorują?

RC: Najprawdopodobniej osoby, które już przekonane do działań opartych na faktach, rzetelności i racjonalności będą tymi, które sięgną po książkę czy wezmą udział w seminarium, pozostali będą zapewne ignorować tę publikację. Tutaj, w USA, praktyka oparta na dowodach staje się kierunkiem popularnym i znaczącym. Na przykład ASTD (American Society for Training and Development – stowarzyszenie zrzeszające osoby zajmujące się szkoleniami i rozwojem zawodowym) właśnie powołało do życia stowarzyszenie praktyków pod nazwą „Nauka uczenia się i nauczania”. Grupa ta będzie tworzyć blogi, białe księgi a także nawiązywać współpracę z organizacjami badawczymi. Mam nadzieję, że obszar szkoleń podda się tej profesjonalizacji i zintegruje praktykę opartą na dowodach, jako jeden z fundamentów.

BM: Książki poddające w wątpliwość sens tego co wielu praktykuje, raczej nie przysparzają przyjaciół. Jakie były główne motywy, dla których jednak zdecydowałaś się ją opublikować?

RC: Studiując nauki ścisłe byłam przywiązana do eksperymentu jako punktu odniesienia w podejmowaniu decyzji dotyczących kształcenia. Mój doktorat również dotyczył procesów nauczania i uczenia się. Po prostu zawsze było mi bliżej do eksperymentalnych dowodów niż do rozwiązań o wątpliwej efektywności. Ludzie nauki prowadzą wiele badań i istnieje już wiele dowodów, z których można byłoby skorzystać, niestety wyniki tychże badań i wiedzę na temat tych dowodów można znaleźć w specjalistycznych czasopismach naukowych, o których nie mają często pojęcia osoby zajmujące się zawodowo szkoleniami. W ten sposób powstaje duża luka pomiędzy wiedzą a praktyką. Moim celem była pomoc rynkowi szkoleniowemu poprzez zapełnienie tej luki.

BM: Czy kiedy zaczynałaś pracować jako trener od razu wykorzystywałaś metody oparte na dowodach, czy też błądziłaś i popełniałaś błędy?

RC: Pierwszą pracę podjęłam w edukacji państwowej i wykorzystywałam w niej doświadczenia moich kolegów a także własną intuicję. Niektóre z tych działań już wtedy należały do grupy dobrych praktyk, jak na przykład aktywne zaangażowanie intelektualne uczestnika szkolenia. Opierając się na dowodach, a także informacji zwrotnej od uczestników moich zajęć, część swoich działań poddałam weryfikacji i dokonałam w nich zmian i modyfikacji. Trener powinien brać odpowiedzialność za wyniki oraz skutki własnej pracy i nieustannie monitorować efekty pracy uczestników swoich zajęć, tak aby w trakcie szkolenia rzeczywiście były realizowane wcześniej określone oczekiwania.

BM: Czy studiując badania dotyczące szkoleń coś szczególnie cię „uderzyło”? Czy było coś takiego, co sama stosowałaś i zdecydowałaś się całkowicie zmienić?

RC: Myślę, że najważniejszą lekcją, była lekcja prostoty. Na przykład, popularny PowerPoint oferuje ogromny wachlarz pięknych wizualnych możliwości do przygotowania prezentacji i ja wiele z nich wykorzystywałam. Patrząc na slajdy, które tworzyłam pięć lat temu i porównując je z aktualnymi, widzę jaka ewolucja się dokonała, chociażby same szablony są teraz mniej skomplikowane, z kolei wykresy słupkowe w 3D zostały wyparte przez prostsze wizualnie. Największe znaczenie dla mojej pracy miało poznanie zjawiska obciążenia poznawczego i jego znaczenia w procesie uczenia się.

BM: Najwięcej wątpliwości mają początkujący trenerzy – gdzie szukać rzetelnej wiedzy, jak ustrzec się przed pseudonaukowymi twierdzeniami i nie powielać panoszących się mitów. Co mogłabyś im polecić?

RC: Oczywiście, powinni przeczytać moją książkę lub wziąć udział w jednym z moich seminariów, które są organizowane przez ASTD kilka razy w roku. Próba dotarcia do wszystkich publikacji naukowych i przenalizowanie ich wiąże się z ogromnym wysiłkiem, dlatego sugeruję, aby nie ustawać w poszukiwaniach rzetelnych czasopism i książek dla praktyków, jak choćby poradniki popularnonaukowe.

BM: Które z podejść pseudonaukowych, tak powszechnych w praktykach szkoleniowych uważasz za najgroźniejsze i dlaczego?

RC: Myślę, że jednym z nich jest mit szkoleniowy dotyczący stylów uczenia się, który bardzo głęboko zakorzenił się w rzeczywistości szkoleniowej i wiele zasobów marnotrawi się na działania będące pochodną wiary w ten mit. Kolejne niebezpieczeństwo to swego rodzaju obsesja na punkcie wykorzystania gier. Oczywiście, gry mogą być użyteczne podczas realizacji niektórych celów, pod warunkiem, że zostaną w odpowiedni sposób zaplanowane. Innym przykładem jest wykorzystywanie mediów społecznościowych, o czym piszę dokładniej w swojej książce. To są tylko niektóre z przykładów wykorzystania przez trenerów różnych „złotych środków”.

BM: Jakie są twoje dalsze plany wydawnicze? Czy zamierzasz publikować kolejne książki, które będą demaskować bezzasadność potocznych przekonań o prowadzeniu szkoleń?

RC: Obecnie pracuję nad drugą edycją książki „Evidence-based Training”. W tym wydaniu moim celem jest przede wszystkim aktualizacja dowodów, na które się powołuję. Dodam również rozdział z wynikami badań i dowodami, jakie mamy na temat wykorzystania gier.

BM: Czy w Stanach Zjednoczonych istnieją organizacje zrzeszające dużą część trenerów?

RC: Mamy ich wiele. Największą organizacją jest wspomniane już wcześniej ASTD. Kolejną jest ISPI (International Society for Performance Improvement – stowarzyszenie zrzeszające profesjonalistów skoncentrowanych na poprawie indywidualnego, organizacyjnego oraz społecznego funkcjonowania i efektywności). Istnieją również organizacje związane z HR. Większe organizacje mają swoje lokalne filie, które z jednej strony odpowiadają za organizację wydarzeń w danym miejscu a z drugiej za organizację corocznych konferencji.

BM: Jaki jest w Stanach Zjednoczonych dominujący model pracy trenera: wolny strzelec, pracownik firmy szkoleniowej, inne rozwiązanie?

RC: W większości są to trenerzy zatrudnieni przez firmy szkoleniowe, przynajmniej do tej grupy należą trenerzy, których spotykam. Ja osobiście jestem wolnym strzelcem. Zakładam, że około 75% środowiska to pracownicy firm szkoleniowych, pozostali są konsultantami. Jednak musiałabym mieć dostęp do badań, aby móc podać dokładne dane.

BM: A jaki jest rozkład profesji, spośród których wywodzą się trenerzy? Czy można zaobserwować jakichś trend w tym zakresie?

RC: Myślę, że duży odsetek stanowią osoby, które są ekspertami w danej dziedzinie, np. wywodzące się z bankowości, gdzie pracowały około 10 lat, a następnie zostały trenerami. Chciałabym, aby większość z nich w swojej pracy opierała się na dowodach. Pozostali trenerzy swoje korzenie mają w edukacji publicznej – są to byli nauczyciele lub wykładowcy, którzy przechodzą do szkoleń biznesowych.

BM: Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy wielu sukcesów w krzewieniu wiedzy o metodach opartych na dowodach.